just trying

permanentna psychomachia

Fantazja… listopad 8, 2009

Zaszufladkowany do: to co w głowie — agu @ 12:05 pm

Bardzo chciałabym pójść do klubu. Założyć szpile, w których na pewno noga by mi odpadła. Pończochy, które mam pod schodami (w moim sklepie), gorset, jakąś nieprzyzwoicie krótką miniówę. Ostry makijaż i ostry zapach.
Chciałabym udawać, że się nie znamy. Wypić postawionego drinka, zatańczyć wyzywająco dla niego, a potem ostro pieprzyć się w bramie.
Ot fantazja..

 

październik 18, 2009

Zaszufladkowany do: to co w głowie — agu @ 7:27 pm

Piszę. Żyję. Bardzo dużo pracy, dzieci chorują, zastanawiam się nad kolejnym zwrotem życiowym. Czekam tylko na dzień, w którym odwaga weźmie górę.
Ogólnie nie jest jakoś tragicznie. Nie.
Ale nie jest też tak jak powinno być.
Może mam PMS. Ale jeśli dziś przeprowadzę TĘ rozmowę, do której się zbieram, to już tu nie wrócę.
Buzia.

 

meldowanko! wrzesień 13, 2009

Zaszufladkowany do: to co w głowie — agu @ 8:57 am

Akuś, prawda, mam taki zapiernicz, że nie mam czasu na nic. DOSŁOWNIE.
Pomoc do KrzyCZtofa (owszem KRZYK to jego główne zajęcie, nie wiedzieć czemu, łolaboga) wzięta. Do sklepu już też. W ciągu miesiąca sprzedaż wzrosła dwukrotnie a ja nie nadążam latać na pocztę ani zamawiać u producentów. Wprowadzam nowe marki i naprawdę śniło mi się, że miałam sieć sklepów w całej Polsce…
Zwariowany świat.
B. się wścieka niestety. Odbija się to na nas, na tym, że w łóżku lądujemy rzadko osiągając niestety średnią krajową ;) . Dlatego jeszcze trochę i wezmę do pomocy następną osobę, bo jednak nie wszystko da się zrobić online. W końcu najbardziej zależy mi na mojej rodzinie i nie mam zamiaru rozwalić wszystkiego z powodu “biznesu”.
Pytanie… czy daje to satysfakcję?
Hell yeah!
Nie będę cytować maili, które dostaję, ale uwierzcie i ja wierzę w to, że będzie DOBRZE :)

 

wprawki sierpień 17, 2009

Zaszufladkowany do: to co w głowie — agu @ 7:11 am

Syn ćwiczy głos. Czy ktoś wie lub jeszcze pamięta, jak to jest kiedy prawie pięciomiesięczne niemowlę ćwiczy głos??
Zabawnie, i owszem. Gugu,aaa,iiii,ggiiiiii, fuuuuuu,eeeeeeee,aaaagggghhhhh.
Ale najczęściej to y.y.y.y.y.y.y.y.y (kiedy mu się nudzi) i aaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!!!!!! (żeby sprawdzić ile wytrzymamy :D
Na cały regulator.
I oboje chcemy syna na klamerkach wywiesić na balkon. Uch.
Wychodź ty zębie okrutny, bo jeszcze tak parę dni i rodzice albo się pozabijają, albo znieczulica wygra.
I o zgrozo, kiedy patrzę tak na niego, to mi się wydaje, że on do mojego ojca trochę podobny. Aaaaa.
Mam nadzieję, że tylko z wyglądu :)

 

grochy sierpień 9, 2009

Zaszufladkowany do: to co w głowie — agu @ 6:56 am

Oczywiście nie śpię z młodym od ok. 6. Po prawie dwóch godzinach z jęczącym synem w łóżku, gdzie próbowałam złapać chociaż kilka minut dodatkowego snu, wzięłam go w końcu do salonu i włączyłam telewizor. A tam pogoda w TVN24. Pogodynka nad morzem opowiada o temperaturze.
I łzy mi normalnie pociekły po policzku.
Ogromne dwa grochy, a może więcej…
Siedzę w tych pieprzonych kartonach, odpisuję na maile, biegam na pocztę, nie mam kiedy zrobić obiadu i strasznie żałuję, że nie jestem głupią blondie lecącą na facetów z kasą. Starszych do tego, żeby szybko kopnęli w kalendarz, a ja mogłabym zostać z fortuną i biegać do kosmetyczki oraz na kawusię z kuleżankami.
No ja pierdolę….

 

rekordowo sierpień 3, 2009

Zaszufladkowany do: to co w głowie — agu @ 8:09 am

w ciągu ostatniej doby dostałam 8 zamówień (!), zjadłam cztery kawałki ciasta i zrobiłam dwa lodziki.
Ehehehehehe

 

ciuchcia lipiec 29, 2009

Zaszufladkowany do: to co w głowie — agu @ 12:29 pm

Rusza maszyna po szynach ospale…..
Tak, rusza, powoli, ale rusza.
Wciąż jestem niedospana, ale przynajmniej nie śni mi się rynsztok oraz moje wygłodzone dzieci.
Krzyś zdrowy! Hurrraaaa!
Gabi u babci drugi tydzień. Wraca jutro. Mimo, że ta mała dama daje mi popalić, to tak już tęsknię, że ….
Czyli, że światełko jest. Blade bo blade, ale jest :)

 

trzeba będzie lipiec 19, 2009

Zaszufladkowany do: to co w głowie — agu @ 12:47 pm

Ze spaniem nie jest lepiej. Spędzam tyle czasu w panelu administratora… że hej…
Poprawiam zdjęcia, dodaję nowe. Biegam po forach internetowych. Nie wiem co jeszcze mogę zrobić.
Informatyk wraca dopiero 1 sierpnia, więc wszystkie techniczne sprawy muszą zaczekać.
Chciałabym jeszcze wprowadzić 2 marki, brakuje mi kasy.
Z dotychczasowych zamówień zapłaciłam ZUS i rachunek za komórkę. Jeszcze kredyt i pozostałe rachunki.
Póki co jest pensja, od września już nie ma.
Wiem, że trzeba czasu, żeby się rozkręciło. Ale póki co dodatkowo muszę coś robić. Będę tłumaczyć i pójdę może gdzieś uczyć niemieckiego.
W przeciwnym razie po zapłaceniu wszystkiego zostanie nam 300 zł.
Tak się raczej nie da… niestety.
Chociaż jestem już właściwie niewierząca… to myślę sobie w takich chwilach, że wiara to fajna rzecz.
Można Bogu się poskarżyć i prosić o wsparcie.
A tu dupa… komu mam się pożalić?
Tylko tu, tylko tu….

 

lipiec 14, 2009

Zaszufladkowany do: to co w głowie — agu @ 7:29 pm

no w sumie 3 zamówienia były od początku. Coraz więcej strachu i nerwów. Nieprzespanych nocy. Tłuste włosy, nieogolone nogi, cały dzień w piżamie. Pokrzykuję. Dziś się popłakałam patrząc w lusterko.
Zastanawiam się co mam robić. Jak się uspokoić.
Wrzuciłam na forum gazety linka do sklepu. Posypały się komentarze krytyczne. Ale kto tam zrozumie matkę, która o drugiej w nocy robi opisy i zdjęcia, a o trzeciej ledwo stojąc na nogach zmywa oczy mleczkiem.
Gabi ma nawrót zapalenia płuc. Jakieś kurfa mykoplazmy ją zaatakowały. Tak bardzo mi jej szkoda. Młody na razie się trzyma. Może uda się go jutro w końcu zaszczepić.
Chciałabym znaleźć kogoś do pomocy, ale nas nie stać zwyczajnie.
Do tego mam po chacie rozpierzonych tryliard kartonów z cyckonoszami itp. a sama łażę w źle dobranym 75B, do tego wcale nie przeznaczonym do karmienia. Ciekawam jak będą wyglądały moje cycki za pół roku.

 

od jutra lipiec 9, 2009

Zaszufladkowany do: to co w głowie — agu @ 12:39 am

wszystko kurfa pięknie, ale mam koszmary, że to wszystko bez sensu jest. Że i tak wracam do pracy, bo konkurencja mnie zgniata.
Do tego jeszcze nikt nic nie kupił.
Ja pier….
druga bezsenna noc.
Od jutra szukam pracy.

 

już i jeszcze lipiec 6, 2009

Zaszufladkowany do: to co w głowie — agu @ 7:27 am

Już działa… ale jeszcze troche rzeczy do zrobienia. Trochę produktów i zakładek do uzupełnienia.
Ale zakupy można już robić.
Obiecałam sobie, że z pierwszym zamówieniem mam dyspensę na piwko. Chociaż tyle mi się należy.
Narobiłam się, naprawdę.
Oby się okazało, że się opłacało.
Dzięki Wam za wsparcie. Teraz jeszcze bardzo proszę o akcję reklamową w postaci poczty pantoflowej, bo tak jestem wyprztykana na towar,że na reklamę mam mało, oj mało….
Jako, że za dwa miechy koniec kasy z umowy o pracę, toooo… wiadomo, nie? ;)
W opisie gg jest nazwa sklepu, kto mnie “nie ma” to podam na maila, jeśli chce.
Hideaway – Ty już widziałaś. Cieszę się, że Ci się podoba :)

 

Fuck off czerwiec 23, 2009

Zaszufladkowany do: to co w głowie — agu @ 10:54 pm

Dom śpi. Ja wklepuję towar do sklepu. Nie mam już pomysłów na opisy. Ile może być coś śliczne, przepiękne i ponętne oraz eleganckie i niepowtarzalne.
Rzygam już tym.
Ja zapierdalam a on serfuje w necie w celu odstresowania. Niech w takim razie bzyka się z tamtymi.
W dupie to mam.
Mówię to ja. Służąca, matka i biznes woman jak z koziej dupy trąba, która rozmawia o dostawach oraz umowach trzymając dziecko przy piersi i drugiemu zapinając spodnie.
Odkuję się i wtedy zobaczę co zrobię.
Może dźwignę to wszystko jeszcze raz. Ostatni. Ale już 1+2 (-1)

 

czemu wymyślanie tytułu trwa najdłużej czerwiec 22, 2009

Zaszufladkowany do: to co w głowie — agu @ 7:09 pm

Czy właściwie muszę pisać co jest moim dzieciom?
I co znowu muszą brać?
I jak ja się czuję?
I jak się ma mój interes?
(A tak na serio, to jak się NIE ma?)
Padam, karwasz.
I jak się patrzę na swoje odbicie w lustrze, to jeszcze trochę, a zaczną mówić do moich dzieci, że mają młodą babcię, gdziekolwiek z nimi nie pójdę.
Mówię sobie “Wytrzymaj”.
Ale nie wiem.
Kocham tę moją dziwną rodzinę.
Chociaż zdarza mi się uronić łzę, kiedy jednak widzę różnice w zachowaniu się B. w stosunku do Gabi.
“Wiesz… Gabi ma zapalenie płuc”.
“Kurwa…. zarazi młodego”
Czy powinnam mieć żal?

 

ani pół czerwiec 16, 2009

Zaszufladkowany do: to co w głowie — agu @ 10:57 pm

A w ogóle to jest mi smutno. To nawet nie jest dolina. Tylko smutno.
Bo ja to nawet tu nie mam ani pół koleżanki, z którą mogłabym iść na durną kawę. Której nie piję, bo karmię, ale teoretyzować mogę.
Więc gęby nie ma do kogo…
A jedna psiapsióła zamilkła, mimo, że wiem, że jest tam. Bo bywa gdzieniegdzie.
Czy koleżanek w realu to można szukać jakoś? Bo przecież nie będę jechać 200 km, żeby na spacer z kimś iść…

 

wieści czerwiec 13, 2009

Zaszufladkowany do: to co w głowie — agu @ 1:10 pm

Byłam u fryzjera oraz na solarium!!!!
I tu właściwie powinnam skończyć swój wpis, gdyż jest to dla mnie tak ogromne osiągnięcie, równające się niemal z wygraną w lotka, że hoho. Niestety nie czuję się przez to jakoś zajebiście lepiej. A myślałam, że będę. Czyli, że to nie to co powodowało moje złe samopoczucie.
Ale dodam, że miałam żołądek spięty jak orzeszek i do tego zerkałam na telefon 300 razy w ciągu 2,5 godziny.
DLA ODMIANY Gabi jest chora, ja się jakoś trzymam, B. też, a młody zaczyna właśnie coraz mocniej kichać, a wczoraj skończył mu się antybiotyk do nosa. Miło. Naprawdę miałam nadzieję, że we wtorek w końcu będzie miał szczepienia, w końcu to już 5 tygodni po terminie jest.
Śmiechatek jest w ogóle. Jak zasunie uśmiechem bezzębno-dziąsłowym jesteśmy pozamiatani, tak słodko!
Do tego gada do swojej pozytywki misiowej tak, jakby to był ósmy cud świata. Serio. Serio. Można się gapić na niego godzinami. I fajnie, że mam na imię Agnieszka, bo Aguuuu w wykonaniu mojego syna, to najcudowniejsza pieszczota pod słońcem.
Miałam wenę na wpis i się skończyła, bo w międzyczasie ssak zdecydował o przedobiadku w postaci paru łyków, których mu brakowało do zaśnięcia.
A interes wkrótce rusza, a przede mną najgorsza kwestia. Lista wszystkich produktów plus opisy. Niechby to ktoś za mnie zrobił co? Zapłacę :D
Co za beznadzieja, albo nawijam o chorobach, albo o własnej dolinie, albo o tyłach w biznesie.
Od razu widać, że nuda, coraz mniej osób zaglądających. Się nie dziwię.
Pozdrawiam mimo to :)

 

po ch… czerwiec 7, 2009

Zaszufladkowany do: to co w głowie — agu @ 11:28 am

więc i ja jestem w czarnej dupie. Jak to mówi jedna Pani.
Dziś o 5 nad ranem, kiedy siedziałam nad wyjącym, niewiadomoczegochcącym synem, a mój katar spadał ciurkiem na jego śpiochy, mój facet leżał z ręcznikiem na głowie, bo ma jedną z tych migren, która nie pozwala mu nawet otworzyć oczu, a garść ibupromów nie ratuje sytuacji, moja córka chciała natomiast oglądać minimini, nie rozumiejąc, że jeszcze rybka śpi, moje ciało zdecydowało właśnie o zalaniu mnie moją kobiecością…. wyrzekłam łkając (mówiąc łagodnie) te słowa: po chuj mi to było, mogłam siedzieć w moim domku z ogródkiem i mieć święty spokój, kurwa, nie daję już rady.

 

sama chciałam czerwiec 6, 2009

Zaszufladkowany do: to co w głowie — agu @ 2:21 pm

Gdyby to mogła być niespodzianka, ale nie jest, to znowu mam katar. Tym razem jest to wypadkowa choroby córki oraz choroby syna (znowu antybol, tym razem w maści prosto do nosa, wow, nie leżymy w szpitalu!) oraz choroby B. Co bym nie robiła to i tak bym złapała. Do tego znowu staję się kobietą, czyli mam pierwszy od kilkunastu miesięcy PMS. Jakoś nie nabyłam w międzyczasie umiejętności radzenia sobie z nim. Szkoda. Bo jeśli nawet ja mam dość swojego towarzystwa, to co dopiero inni?
Biznes się jeszcze nie kręci. Towar na moim pseudomagazynie (czyli w szafie oraz pod schodami) jest gotowy do wysyłki, tyle, że jeszcze nie zrobiłam wszystkich opisów, a właściwie, żeby nie minąć się z prawdą, nie zrobiłam żadnego opisu. Do tego firma informatyczna zrobiła projekt i sklep w ograniczonym zakresie funkcjonuje, ale daleko mu do ideału, więc wysłałam długaśną listę z poprawkami.
Pomijam fakt, że co drugi dzień, wydaje m się, że to w ogóle bez sensu jest i zginiemy w długach, a tu przecież dwójka dzieci….
A w dni parzyste negocjuję i pracuję z zapartym tchem, między karmieniami, odbieraniem i zawożeniem Gabi do przedszkola, robieniem jedzenia, chociaż obiadami regularnymi tego nazwać nie można.
I jednak zakupy będę robiła on-line. Bo serio nie umiem się wybrać z dwójką dzieci na zakupy, zwyczajnie mam na tyle ściśnięty żołądek, że czynność, która powinna być jeśli nie przyjemna, to przynajmniej neutralna, staje się koszmarem.
Mam pas startowy na głowie, kąpię się 37 sekund, a pod oczami balkony z powodu komfortu 4 godzin snu.
Cóż.
Chciałam to mam.

 

czas na seks maj 23, 2009

Zaszufladkowany do: to co w głowie — agu @ 5:51 pm

No tak, u niektórych wpisy o pierogach i penisach, a ja ani zjeść nie mam za bardzo co, o seksie nie wspomnę, bo może i ochota by była, ale ciągle czasu brakuje, a jak już jest, to właściwie ważniejszą potrzebą jest sen.
Na tyle ważną, że dziś spałam ponad 10 godzin i mnie aż głowa boli od przespania. Zdecydowanie 6 gdzin mi lepiej służy, hehe.
Do tego syn wrzaskunił wczoraj, a dziś anioł. Córa u tatusia i aż dziwnie, bo cicho, nikt nie marudzi i nie płacze oraz nie ma ciągle problemów akurat wtedy kiedy synuś ssie akurat mojego cycusia (Iga :D ).
Wczoraj też się dowiedziałam, że europejskiego nr VAT bym nie dostała, gdybym nie zadzwoniła do US, gdzie się okazało, że przy składaniu wniosku Pani doradczyni (niech ją kule biją) nie poinformowała mnie o konieczności wypełnienia załącznika, robiłabym interesy oszukując szacowne firmy.
Czyli co? Młody w fotelik, buty na giry i wio. I znowu załatwiłam sposobem na syna. I dobrze, jak mnie tak męczy swoimi wrzaskami, to niech chociaż pomoże w biznesie.
A w ogóle to ja bez sensu robię. Siedzę tu i klepię tę notkę zamiast zająć się penisem swojego faceta :)

 

0wszem… maj 17, 2009

Zaszufladkowany do: to co w głowie — agu @ 7:52 pm

Tak, jestem przemęczona. Denerwuje mnie dosłownie wszystko. Wszystko. To znaczy moje włosy, Gabi mina, B. spojrzenie, Krzysia krzyk, wózek nie wciągnięty z balkonu, talerz, gazeta na stole, krem na kanapie, chusteczki, których wysmarkałam morze, bo oczywiście Gabi mnie zaraziła. I w ogóle. WSZYSTKO.
Uciekam w pracę. Karmię dziecko, daję każdemu to co mu akurat potrzeba, bez słowa i uśmiechu i uciekam do kompa. Kalkuluję, zamawiam, szukam, płacę, czekam, pisuję. właściwie nie ma marki, której wysłałam zapytanie, a która nie chciałabym współpracować. Pożyczkę wzięłam, ale to i tak kropla w morzu. Nie mogę jednak ryzykować więcej. Muszę sobie poradzić z tym co jest.
Chce mi się spać. I nie mogę.
A co jest najgorsze? Jako zachorowana, powinnam się bardzo bać, że zarażę Krzysia i znowu pójdziemy do szpitala.
Jest mi wszystko jedno.
No tak. To straszne…

 

ano jesteśmy maj 12, 2009

Zaszufladkowany do: to co w głowie — agu @ 9:21 pm

jesteśmy, jesteśmy. Od wczoraj w domu. Za wcześnie nas wtedy wypisali i katar, który pozostał po prostu wywołał znowu zapalenie uszu. Młody wciąż furczy, ale już mniej. Nie piszę, że mam nadzieję, że to się nie powtórzy, bo i co mi z tej nadziei, hę? Dzielny był bardzo. Ja mniej. Jestem jakaś taka otępiała. Nie chodzi o to, że mi wszystko jedno. Chodzi o to, że odczuwam mega zmęczenie i nie wiadomo kiedy odpocznę i nawet mnie to nie martwi. Kula się, to się kula. Jak przestanie to się rozpier…
Ciekawe, że ja mam jeszcze pokarm. Fenomen.
Firma się też kula, znaczy się same wydatki jedynie. Pożyczka na towar wzięta. Zamówienia robię, ciągle mi się śni, że albo wszystko fajnie hula, a potem nagle, że bez sensu to i że mieszkanie pod młotek idzie, bo nie jestem wypłacalna.
Projekt graficzny gotowy, teraz szczegóły dotyczące funkcjonalności.
No i dziś płaciłam pierwsze w życiu składki ZUS jako podmiot gospodarczy.
Mój B. dostał decyzję w sprawie książki. Wydadzą go. Tylko trochę musi podrasować gdzieniegdzie.
Eks mnie wkurzył i się okazuje, że nic się nie zmienił, a ja nie wiem na co liczyłam. Niektórym jednak czas mądrości nie dodaje.
A moja córa mając 4 lata zaczyna bardzo zwracać uwagę na ubrania. Chryste… jeszcze chwila i na randkę pójdzie, a ja nawet nie zauważę upływającego czasu. Tak jak tego, że właściwie to już prawie rok jak mieszkam we Wro…
Czy można mówić o nudzie w moim życiu?
Wystarczy spojrzeć na jakikolwiek serial.
Podrasować i sztrymsowy scenariusz gotowy. Jeszcze trochę i staniemy w szranki z brazylijskim tasiemcem…

 

come back maj 6, 2009

Zaszufladkowany do: to co w głowie — agu @ 5:14 pm

Wróciliśmy. Tam, dokąd nie chcieliśmy już przenigdy wracać. Zapalenie uszu. Znowu antybol do żył.
Czy jeszcze powinnam coś dodać?
Chyba tylko tyle, że czuję jak życie ze mnie uleciało. Żywy trup. I tyle.
A Krzyś uśmiecha się już świadomie. Między godzinami łez.

 

chaos maj 3, 2009

Zaszufladkowany do: to co w głowie — agu @ 4:30 pm

Chaos jest duży, Krzyś rozregulowany totalnie, w dzień sypia może z 4 godziny… W nocy jada co 2, więc przy dobrych wiatrach snu mam najwyżej 5 godzin. Tak to jest, że człowiek zaczyna potem te 5 godzin doceniać, jeśli zwyczajowo sypia 3. Wysypało młodego na buźce, myślimy, że to od antybola, ale jeśli za 2-3 dni nie przejdzie, zrewiduję swoją dietę. Pewnie to ja – okrutna wyrodna matka, zjadłam cosik więcej niż marchewkę, chlebek lub gotowanego kuraka- bleee. Ostatnio kiedy B. jadł pizzę, myślałam, że mu oczy wydrapię. Jak bonie dydy.
W ogóle Krzyś zaliczył debiut w urzędzie, gdyż zakładałam firmę i użyłam własnego syna do ułatwienia sobie sprawy- przyznam bezczelnie. Od razu wszystkie panie były przemiłe, trzymały smoczek dzidziusiowi, oraz zasypały go ochami i echami, a ja w międzyczasie wypełniłam wszelkie druki i przyznam, proszę państwa, że wszystko faktycznie załatwia się na jednym papierku i w jednym miejscu. Wszak przyjazne Państwo działa. Hehe. A kolejki jak za komuny. Podobno dużo ludzi zawiesza działalność, ale dużo też zakłada.
Strona się robi. Pierwszy zakup zrobiony – drukarko-fakso-skano-kopiarka. Jutro przybędzie kurierem.
Próbuję teraz ten mój mały budżet rozdzielić tak, żeby można było coś kupić, a nie tylko pochwalić się fajną stronką.
Więc siedzę w każdej wolnej chwili i rozdzielam kasiorę. Zastanawiam się czy lepiej zamówić całą rozmiarówkę 2 modeli, czy po parę rozmiarów, ale więcej modeli. Strategicznie trudna decyzja, bo potem może się okazać, że zła decyzja strzeli cały interes. Bo za co kupię następne rzeczy, jeśli nie sprzedam tego co mam?
Ech. Ale ogólnie nie jest źle.
Jesteśmy zmęczeni, czasami uchachani, bo młody tak słodku guga i się już śmieje. Czasami wydaje nam się, że się naprawdę nie nadajemy i to nie dla nas wychowanie dzieci. A czasem chciałoby się zjeść tego małego szkraba.
Tylko Gabi daje popalić. Niegrzeczna jest bardzo od powrotu od eksia.
Cóż, nie takie problemy się miało.
Przeżyjemy, bo co nam pozostało…

 

w domu kwiecień 27, 2009

Zaszufladkowany do: to co w głowie — agu @ 10:52 am

Jesteśmy już w domu od czwartku, ale tak jest dalej ciężko, że trudno usiąść do komputera. Młody jest totalnie rozwalony po tym szpitalu. Układ trawienny wysiadł. Nie może zrobić kupki, nie wspominając o bączkach, które rozrywają mały brzuszek. Wtedy Krzyś po prostu krzyczy. Nie płacze. Noszę, tulę, szepczę, poklepuję, mówię, śpiewam. Czasami zdarza mi się wychodzić z pokoju, bo nie daję rady. I tak na zmianę z B.
W sobotę wróciła Gabi. Nie mogłam się od niej oderwać. Całowałam włoski i łapki. Znowu jest deko rozchwiana. Maruda i brzydko się odnosi do nas, ale to nic. Poradzimy sobie. Przytyła sporo, więc pewnie jedzenie u tatusia jej służyło.
Wczoraj udało nam się wszystkim wyjść na spacer i nawet zjeść obiad w restauracyjce z domowym jadłem.
Młody pospał i nie dymił, Gabi wybiegała się na placu zabaw.
Tylko w nocy Krzyś po jedzeniu znowu bardzo płakał przez godzinę.
Widzę, że B. jest tym wszystkim przerażony, że mały tak cierpi. Ja się już chyba uodporniłam. A może i nie. Nie wiem. Nie chce mi się nic. Robię wszystko mechanicznie. Nasłuchuję kwilenia z sypialni. Zdarza mi się coraz częściej patrzeć tępo przed siebie. Unikam przytuleń. Jestem zmęczona.
Jakby te antybiotyki, które podawano młodemu, wyjałowiły mnie.
Pojadę dziś może zarejestrować firmę.
Bez entuzjazmu.
Uleciał.
Do wszystkiego.

 

może jutro… kwiecień 22, 2009

Zaszufladkowany do: to co w głowie — agu @ 12:34 pm

Dziękujemy wszystkim za ciepłe słowa. Ciężko mi pisać. Po tych prawie dwóch tygodniach właściwie czuję się i wyglądam jak zombie. Krzyś niestety też. Oczki przekrwione, widać wszystkie żyłki na powiekach od płaczu. Nie ma już ani jednej żyłki drożnej, która nadawałaby się do podania antybiotyku. Nawet położne z wcześniakówm które mają do czynienia z dużo mniejszymi dzieciaczkami – nie dały rady nic znaleźć.
Ordynator parę dni temu wspomniała, że kiedy nie będzie już miejsca na ciele, mały ma mieć podany doustny antybiotyk, ponieważ wkrótce kończy miesiąc i jest jeden taki lek, który już można spróbować.
Zrobiłam wczoraj zadymę.
Wiedziałam, że prawdopodobieństwo, że żyłka na główce nie wytrzyma już 4 wlewu i że zostanę zawołana, kiedy tak będzie. Zasnęłam bezwiednie, bo noce mamy ciężkie. Antybol rozwala żyły i powoduje okropne bóle brzuszka, zaparcia i gaziory. Więc o 12 przyszła siostra i zabrała dziecko. Widziałam jednym okiem i usłyszałam – “będziemy Panią wołać”. Zasnęłam mocno. Wybudził mnie krzyk Krzysia. Wybiegłam z sali jak oparzona. Wpadłam do zabiegowego gdzie mały znowu był kłuty. Natychmiast kazałam przestać, a siostra mnie wyprosiła. Lekarz na wizycie podobno nie wiedział o zaleceniu ordynatora. Pobiegłam do niej i pewnie pobiłam rekord na setkę. Wpadlam do jej gabinetu i już nawet nie wiem co mówiłam. Byłam wściekła. Powiedziałam, że warto, żeby się pofatygowała na wizyty, ponieważ codziennie jest inny lekarz i ja nawet nie wiem, który nas prowadzi. Do tego nie słuchają jej zaleceń i moje dziecko znowu jest już kłute po raz enty, a on już naprawde nie ma ani jednej żyłki drożnej. Zadzwoniła od razu do lekarza i nakazała zaniechanie kłucia. On coś jeszcze dyskutował a ja po prostu pobiegłam do zabiegowego i praktycznie wyrwałam Krzysia położnej. Przytuliłam i zupełnie się rozwaliłam. Zaczęłam tak wyć, że ciężko było się uspokoić. Tak bardzo chciałam stamtąd uciekać widząc zakrwawionego Krzysia, jego główkę, rączki i nóżki. Zaraz też przyjechał B. Potem poszliśmy jeszcze raz do ordynatora żądając jasnej linii frontu w leczeniu dziecka, które neistety cierpi z powodu braku komunikacji między lekarzami. W końcu dostaliśmy receptę i poszliśmy po antybiotyk. O 15 dostał doustnie pierwszą dawkę. Przeżyliśmy jakoś noc. Bóle brzucha są spore i mały bardzo źle śpi, ale nie zwymiotował ani też nie dostał biegunki, więc toleruje lek.
Zostajemy jeszcze do jutra, jeśli będzie ok, pójdziemy już do domu. Tęsknię tak bardzo za Gabi, nie mogę przestać o niej myśleć. Może zobaczymy się już wkrótce. Marzę o własnym łóżku, prysznicu i ciszy, chociaż po prawie dwóch tygodniach łapie już znieczulica. Kiedy dziecko koleżanki rozrywają kolki, nie słyszę już płaczu. Potrafię spać w największej zadymie. Rozróżniam płacze wszystkich dzieci na oddziale.
Dużo się tu nauczyłam. Umiem dziecko w kokon zawinąć i wiem, że to mu pomaga, tak jak szumienie do uszu i klepanie po pleckach czy pupce, kiedy leży na brzuszku. Doskonale znam rodzaje płaczu mojego synka. Wiem, kiedy chce jeść i kiedy go coś boli, kiedy jest zmęczony i kiedy potrzebuje przytulenia. Poznaliśmy się świetnie. Szkoda, że w tych warunkach.
Wiem, że Krzyś nie będzie pamiętał. Ale uwierzcie mi, kiedy go dotykam, jest zastraszony, bo dotyk kojarzy już z bólem. Budzi się z krzykiem i płaczem ni stąd ni zowąd. Kiedy odkładam go do łóżeczka kwili. Bardzo potrzebuje bliskości. Nie wierzę, że dla niego to przejdzie bez echa. Przekonalibyście się, gdybyście to zobaczyli. I owszem, nie pamiętam tetrowych pieluch i ich niewygód, ale to zdecydowanie gorsze, co on przeżywa.
B. jest wspaniałym ojcem i partnerem. Ta sytuacja jeszcze bardziej w tym utwierdziła. Bardzo go kocham, a on nas. Widzę to każdego dnia.
Wyglądam własnie przez okno. Przez ten czas zażółciły się mlecze. Trawa nabrała barw i pewnie oślepnę od słońca, kiedy wyjdę.
Ale to nic. To wszystko nic….

 

kwiecień 17, 2009

Zaszufladkowany do: to co w głowie — agu @ 8:41 pm

Nawet nie wiem co napisać, tak jest mi ciężko.
Pierwszy uśmiech mojego syna nastał w dniu, kiedy 2 razy przekłuwano mu żyłę, bo poprzednia szybko się zapchała. A zanim został przekłuty, 3 razy próbowano dostać się do którejś żyły na główce. Wybiegłam z zabiegowego wyjąc i skowycząc jak pies. Dały mi potem neospazminę. Serce mi pęka słysząc jak braknie mu tchu, kiedy płacze. Mam ochotę wtedy zabrać go stamtąd i uciekać, ale dokąd? Kto nam wtedy pomoże?
O północy i w południe, kiedy trzymając synka na rękach, próbuję nie zasnąć, pilnuję jego żyłek i tego, żeby się tymi wenflonami nie skrzywdził. Co dzień zastanawiam się ile jeszcze jest miejsc na jego ciele, gdzie można wbić igłę. Patrzę na te popękane naczynka na powiekach, kiedy śpi i gdybym tylko mogła zabrałabym każde cierpienie od niego. A on raz sobie guga, potem się uśmiechnie, a kiedy brzuszek po antybiotyku powoduje, że przez trzy godziny po prostu wrzeszczy, pocieszam się, że on nie będzie tego pamiętał i przykro mi zarazem, że data pierwszego uśmiechu na zawsze będzie towarzyszyć traumie szpitalnej.

Rozmawiałam dziś z córeczką. “mamusiu tęsknię, kiedy wracam do domu?”.
“Jeszcze troszkę” – wydukałam przez łzy.

To zdecydowanie jeden, jak nie najgorszy czas w moim życiu.
Jeszcze 10 dni, 20 dawek antybiotyku i nie wiadomo ile kłuć.
Poproszę o siłę. Dużo siły.