Obejrzeliśmy “Juno”. Oskar za scenariusz dla debiutującej Pani Diablo Cody. Ależ imię!
Wygląda też diablo, tak na marginesie. Film Jasona Reitmana, syna tego Reitmana od Schwarzenegera w ciąży i psa Beethovena.
Ale historia! Opowiedziana z lekkością, trudna decyzja 16-letniej małolaty (Ellen Page – lat 21
– świetna!) , która rozprawiczając kolegę, zachodzi w ciążę. Chce urodzić i oddać dziecko do adopcji. Znajduje nawet parę, która decyduje się na wzięcie bobasa. Juno ma macochę, która stoi za nią murem, ma też ojca, który rozmawia z nią tak, aż łza kręci Ci się w oku, bo Twój ojciec pewnie z Tobą tak nie rozmawiał. Ale pokazane to jest tak, jakby bycie takim ojcem było najprostsze pod słońcem. Juno ma cięty język, świetną ripostę, poczucie humoru i jest “inna”, odstaje od szablonu. Używa wyszukanych słów, kocha korzenie punku i stare horrory.
Chce uszczęśliwić parę, która od 5 lat stara się o dziecko. Zaprzyjaźnia się z przyszłym tatusiem i obserwuje przyszłą mamusię.
Ten film nie skupia się na tym jak to jest być w ciąży, nie mówi o zmieniających się nastrojach, o wielkim tyłku i cyckach. Nie mówi o tym jak powstają więzi między matką, a nienarodzonym dzieckiem. Nie.
Ten film pokazuje jak to jest z miłością, oczekiwaniami, ich spełnianiem. Kiedy można mówić o szczęściu, dojrzałości i zrozumieniu. Proste staje się skomplikowane i na odwrót. Dorosły okazuje się dzieckiem i na odwrót.
Dobra muza, film bez bajerów. Wielkich scen. Można uronić właściwie nawet 1 łzę. Nie więcej. Ale milkniesz przy napisach końcowych. I myslisz sobie. Tak, Pani Diablo Cody. To jest diabelnie dobry scenariusz. Ambitnie. Nie komercha. Dobre kino bez milionów dolarów na grafików.
Zarąbiste tłumaczenie, nie wiem jakie będzie w kinie, bo obejrzałam film na nielegalu, a tłumaczenia na duży ekran mają naprawdę ogromne restrykcje. Trzeba się wyrabiać z czytaniem. Ale warto.
Polecam. Bardzo gorąco!
moze i zatem kiedys pozycze…
nio, od 4 kwietnia to u nas w kinach grają
tylko nie wiem czy to dla mnie:)
oj, tak, owszem, owszem
dla wszystkich ceniących dobre kino.
ale nie ma kasyna, pieknych kobiet, samochodow, bohatera ginacego dla Jej oczy tudiez dla krolowej i anglii….
ale powaznie, pewnie obejrzymy kiedys
no polecam, a wiesz kasyno, piękne kobiety, sratatata…
no to bawi, ale ile można oglądać tego shitu?
a powaznie, wiem wiem.
ale jakos mam wewnetrzna potrzeba glamour & sophisticated:)
Ja obejrzalam bo towarzystwo chciało ale nie żałuje. Fajny, dowcipny film… mało takich…
Pozdrawiam:)
P.S. Mój ulubiony cytat z JUNO
”Najlepsze, co możesz zrobić, to znaleźć kogoś, kto kocha cię taką jaką jesteś.
W dobrym czy złym nastroju, ładną czy brzydką, przystojną jaka byś nie była.
Właściwa osoba nadal będzie uważała,|że z dupy świeci Ci słońce.”
mick – a kiedy Ty nie masz potrzeby glamour?
marcelina – no ten tekst też mnie rozwalił, zaraz pytaliśmy się z B. nawzajem czy nam z dupy świeci słońce
“Filthy and glamour” by Scissor Sisters.
Always the sun by The Stranglers.
Slonce dobrze robi…..
rozumiem,że wzajemne oględziny potwierdziły cytat
?
A wracając do filmów… polecam “Into the wild”, piękny film…
Buźka:)
marcelku – tak
Into the wild dawno zaliczony. B. to wiesz… megakinoman. Jesteśmy mocno na bieżąco
Widziałem oba. Świetne
Juno rewelacyjny scenariusz, a w Into The Wild poza muzyka Veddera spodobało mi się jak Penn obowiedział całą historie.
Ze swej strony mogę polecić “Feast of Love” ze świetnym Morganem Freemanem.
lowlight – dawno Cię nie było. Dzięki za polecenie
obejrzymy
troche mnie wywialo
ale teraz jestem
Diablo Cody to pseudonim, przyznam fascynujący … prawdziwe imię … pospolita Brook. Zachęciłaś, zarzucam sieci … w sieci
och, no to pospolita Brook jest zdolniacha
Pospolita Agniesia też, a tak sobie dziś gadam do siebie