no i się nazbierało mi. Czułam, że to co jakiś czas przychodzi, tym razem nie odpuści. Jasne, wykrakałam sobie sama i zwabiłam to znowu, sama na siebie. Ofkors. Przyklaśnięcie.
Więc w skrócie:
- zrobił mi się duży brzuch i mam rozstępy na pośladkach i nerach, a tym samym niecierpię patrzeć na siebie w lustrze. Do tego mi się siara pojawiła w piersiach i już nie chcę, żeby mi ktokolwiek ich dotykał…
- nie mamy nic a nic przygotowane, nie wiemy gdzie będzie dokładnie stało łóżeczko, nie mamy nic wybrane, parę ciuchów, które i tak nam ktoś tam dał
- kurewsko boję się porodu, bo to co ja mam “tam” po pierwszym, nie wróży nic dobrego
- boję się, że wsparcia nie będzie od B., bo to panikarz jakich mało
- że nie wiadomo co będzie z Gabi, kiedy zacznę rodzić
- że jestem kompletnie nieprzygotowana do posiadania dwójki dzieci, bo nie wiem jak to wszystko pogodzić,
- wiem, że nie mogę wrócić do poprzedniej pracy, bo do mnie kolega zadzwonił i powiedział, że dyrko mnie widział na zakupach w Oszołomie i podobno przyszedł do biura i o tym wszystkich poinformował z nieskrywanym uśmieszkiem pt. “ona nie ma co tu już szukać”
- biorąc pod uwagę kryzys nadchodzący może być cienko z pracą, w domu sobie po prostu nie mogę zostac, bo nas budżet zeżre, a z tłumaczeń nie wyciągne zbyt wiele, jeśli mam się opiekować Krzysiem
- bo znowu jakoś tak mi się wydaje, żem nic nie warta, że zrezygnowałam ze wszystkiego co miałam, a teraz nie mam nic?
- a córa wróciła od taty i w łazience, kiedy proszę po raz setny “myj ząbki Gabuniu i idziemy spać” usłyszałam – “nie będę z Wami mieszkac, tylko z tatusiem i już”. Zaczyna się…
Zdecydowanie na to wszystko nie mam siły. I dziś jestem zła, że jestem tu i mam tyle lat ile mam, do tego małżeństwo mi nie wyszło, mam drugie dziecko w brzuchu i jakoś mi się wydaje, że tego dziecka… nie kocham…
Nie grzesz kobito, nawet jak Ci się tak wydaje teraz, to po porodzie oszalejesz z miłości do Krzyśka i zapomnisz o rozterkach. Na przygotowania na przyjście młodego na świat macie jeszcze trochę czasu, po prostu zaplanuj to na jakiś weekend i zrób. Pracą na razie sie nie martw, zaczniesz szukac jak będzie Krzyś i będziesz lepiej wiedziała jak jest. O Gabi pogadaj z jej tatą, czy to on ja tak nakręca? Co do rozstepów to ja je mam odkąd pamiętam ii uwierz mi da się z tym żyć. A w temacie, ześ nic nie warta to powiem tyle, że jeśli kobieta, matka dwójki dzieci, zostawiająca wszystko dla swojego mężczyzny, próbujaca zbudowac z nim nowy świat, pracująca i to na dwa etaty
itd itp jest nic nie warta, to żadna kobieta na tym świecie nie jest nic warta… Uszy do góry, masz szansę byc bardzo szczęśliwą i spełnioną kobietą i tak na to patrz…
Kochasz Krzysia. Jestem pewna, że napisałaś to pod wpływem emocji, które szybciej czy później, ale ucichły… i przyszła refleksja.
Moja znajoma też jest w ciąży. Ma wyznaczony termin na 22 lutego. Patrząc na Twój kalendarz wydaje mi się, że Twój Krzysiek pojawi się na świecie w podobym terminie… i to sprawia, ze będę myśleć do tego dnia o Was obu. I później też będę myśleć:)
Wszystko będzie dobrze:)Tyle się o Tobie naczytałam… ‘Starsza ja’ była silna, a ‘obecja ja’ (Ty) jest o niebo silniejsza.
Pozdrawiam Ciebie gorąco!
G- Ty jak zwykle prawdą w oczy, no! Dziś już lepiej trochę…
hideaway – mój Krzyś przyjdzie ok. połowy marca na świat. Wszystkie wpisy z tych “gorszych” są pod wpływem emocji… tak to jest ze mną, muszą mieć ujście. Nie wiem co czuję do tego dzidziusia… nie umiem tego zdefiniować.
Fajnie, że ktoś we mnie widzi siłę… kiedy ja sama nie. Dziękuję
Kochasz, kochasz. A poza tym, widze po sobie, Lulut był na początku “lokatorem” i nie byłam zachwyconą ciąża a teraz to mój skarbulek najsłodszy. Sama widzę, że ocipiałam na jego punkcie. Tak, że spoko, zobaczysz.
A im trudniejszy poród, tym bardziej sęe kocha takie baby
Akuś, Ty mi nic nie mów o trudnym porodzie, bo zwariuję. Mnie się już co noc śnią bóle itp. Gabi rodziłam 13 godzin, jeśli będzie powtórka z “rozrywki” to nie wiem…
pokochasz.
ja nigdy nie sadzilem ze…..
a teraz….
co ci bede pisal, odbilo mi:)