just trying

permanentna psychomachia

na walizkach Luty 24, 2009

Filed under: to co w głowie — agu @ 1:55 pm

To co… dawno nie było jakiegoś bum, co?

No to było. Wielkie bum. Wczoraj wieczorem. I trwa. Tak sobie wybuchają małe bombki w mojej głowie i właściwie dlaczego by nie poszukać sobie czegoś do wynajęcia?

Narodziny córki – nowe życie. Narodziny syna – też nowe życie. A co… źle?

W końcu jestem zrzędliwą, zakompleksioną babą, której ojca potrzeba, a nie partnera.

Tyle rzeczy trzeba przy mnie przemilczeć.

Nie umiem żyć obok kogoś, a to jest ode mnie wymagane.

Właśnie stąd mój stan. To wiem na pewno. Muszę żyć tak jak ktoś tego chce. Nie jak ja sama.

Małe skurcze po wizycie nocnej w szpitalu odnotowane. 2 cm rozwarcia też.

Jeśli tym razem przeczekanie nie zadziała, poczekam tylko do narodzin.

A potem zdecyduję. Gdzie, kiedy i NIE z kim, a sama.

Powoli czas się spakować…

 

9 Responses to “na walizkach”

  1. przekornie Powiedział/a:

    Kobieto, co Ty pleciesz?!

    Spokój i jeszcze raz spokój. Na takie rozważania przyjdzie jeszcze czas. Nikt z nas nie ma pojęcia, o co poszło tym razem, ale na pewno nie jest to powód do tego, żeby 3 tyg przed porodem myśleć o wyprowadzaniu się. Aga, pamiętaj o Gabi, nie rób w jej życiu jeszcze większego zamieszania, niż już jest.

    Przysiądź na chwilę swoje emocje, niech nie biorą kontroli nad rozumiem. I pamiętaj, że B. nie odpuści Ci Krzysia, wyprowadzka niczego nie polepszy.

    A jestem pewna, że po porodzie wszystkie wasze kryzysy się rozwiążą – to wynik napięcia i nerwów. Tobie i dziecku w Tobie potrzebny jest teraz spokój i zapomnij o wszystkim, co naokoło – oprócz Gabi, bo ona ma priorytet.

    Dopieszczaj siebie i nie przejmuj się niczym. Jesteś w ciąży. Już niedługo urodzisz dziecko. Tylko to się teraz liczy. Urażone ambicje są nieistotne w tej chwili. Wszyscy Wam tu dopingują i na pewno wszystko się teraz ułoży. Tylko trochę spokoju.

    Trzym się laska!

  2. Myszolec Powiedział/a:

    „Przekorna” bardzo dobrze pisze, nie będę więc powtarzać. Dodam tylko, że:
    - kto jak kto, ale pakować to Ty się nie musisz … no chyba, że chodzi o szpitalną torbę,
    - obydwoje smrodzicie w gatki na myśl o tym co przed Wami … i to minie.

  3. ake Powiedział/a:

    Kotek, że tak powiem, ocipiałaś? Takie stresy sobie i Młodemu przed samym porodem fundujesz?
    (Ja tydzień przed urodzeniem Małej tez się wyprowadzałam, i potem co? Zielone wody płodowe aż były, na pewno ze stresu poniekąd)
    Spokój!
    Reszta to duperele.
    I tak wszyscy Cię kochamy:)
    I w realu i tu:)

  4. agu Powiedział/a:

    dzięki Wam za pocieszenia i dobre rady. Na pewno macie sporo racji, ale ja od wczoraj zwyczajnie nie wierzę w to co może być dobrego w tym związku. Dwoje ludzi, którym się cos wydawało. Do tego jeszcze sobie dziecko zrobili…
    Żenua… po prostu.
    Wygarnęłam co miałam, dziś się nie odzywam. B. zagaduje – milczę…
    zwyczajnie nie mam już na nic chęci. Tylko spać. Jeszcze godzinka… potem coś na wyciszenie i spanko. Jakoś do tego porodu dotrwam.
    A ten kryzys nie minie. Wraca jak bumerang. I ciągle staje na niczym. Gadki, nerwy i zero wniosków. Mam to już powoli gdzieś.
    Nie zrobię nic pochopnie. Bez obaw. Ale nie mam zamiaru ze względu na dzieci tkwić w kolejnym toksycznym związku, jeśli taki się okazuje. A jeśli to moja wina? To znaczy, że lepiej być samemu. Od tego to jeszcze nikt nie umarł…

  5. przekornie Powiedział/a:

    Ty najlepiej wiesz, o co między wami chodzi, ale myślę, że warto i na pewno musisz zawalczyć o ten związek.
    Może jednak powrót do terapii? albo jakaś wspólna związkowa? bo uczucie jest, ale gdzieś w priorytetach i komunikacji wam szwankuje.

    Aguś, na razie nie myśl o tym.

    Mocno ściskam!

  6. jatadruga Powiedział/a:

    A może to po prostu taki związek, może poziom emocji jest tak duży, że od czasu do czasu następuje wstrząs. Nic mądrego nie napiszę, ale wiem, że z tych wstrząsów zawsze wychodzicie, więc może nauczycie się im zapobiegać… Nie wiem, w sumie nie znam się

  7. agu Powiedział/a:

    przekora – właśnie o priorytety i komunikację chodzi. Ale przede wszystkim o chęć dialogu. Mam dość słuchania, że ze mną nie można pogadać. Jak się chce to wszystko można. No, ale do rozmowy nikt nikogo jeszcze nie zmusił.Jeśli się nie wie co mówić, albo zwyczajnie czuje się winnym, to najlepiej wtedy się schować w mysią dziurę, nie? On to właśnie robi i jeszcze na mnie skupia to wszystko.

    G – poziom emocji jest raczej stabilny. Są rzeczy zwyczajnie, których nie umiem zaakceptować i nie jestem w ogóle przekonana do tego, że muszę. A tego ode mnie B. oczekuje. Więc jeśli czegoś nie da się zrobić, a pominąć też się nie da, to jak dla mnie odpowiedź jest jedna.

    Poza tym pogadałam, wyrzygałam i proszę. Wczoraj już nadskakiwanie. Dziś nagle realizacja rzeczy, które od stu lat leżą odłogiem. Czyli jak się chce, to się może. Kolejny wniosek – jemu się nie chce. No to jak nie to nie.

  8. ake Powiedział/a:

    Może jednak warto. Popatrz na mój przykład, tyle Ci powiem. próbuję i próbuję, zobacz, zaczyna przynosić efekty. Może te nasze egzemplarze to po prostu muszą być co jakiś czas wstrząśnięte?
    Ale zresztą, sama wiesz lepiej co czujesz a czego nie.
    Tylko mnie zastanawia co Ty tam bierzesz na to wyciszenie? Mam nadzieję, że nic chemicznego? Meliskę?

  9. agu Powiedział/a:

    pewnie, że próbować trzeba. Ale sama wiesz, Akuś, że w pojedynkę to można ew. worek soli zjeść i tylko się pić chce.
    A na wyciszenie dostałam relanium. Biorę wtedy, kiedy muszę…
    Melisa na mnie nie działa.


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.