just trying

permanentna psychomachia

Amen Luty 28, 2009

Filed under: to co w głowie — agu @ 1:46 pm

Jeśli nie uleczę swoich kompleksów, maniactwa i nie podniosę poczucia własnej wartości przynajmniej do poziomu akceptowalnego nic z tego nie wyjdzie. Zwyczajnie się rozstaniemy. I rozstanę się potem z każdym,  bo nikt nie zaakceptuje człowieka, który sam o sobie myśli w najgorszych kategoriach.

Nie dam rady być najbardziej seksy na  świecie, nie będę najmądrzejsza ani też najbardziej oczytana. Nie utnę sobie kostek, nie zlikwiduję rozszczepu, nie poszerzę ramion i nie zniweluję kości biodrowych.

Jeśli nie uwierzę w to, że można mnie kochać właśnie taką jaka jestem, nie zaznam szczęścia.

Jeśli nie przestanę szpiegować, maniakalnie doszukiwać się zamachów na własne ja, zostanę sama.

Jak często i gęsto muszę sobie to tłumaczyć?

“nasz związek ma okresy. Maniakalno-depresyjne” – ma rację.

Dla mnie to naturalne, że człowiek się z drugim pokłóci i mu wyrzyga co myśli, a dla niego ma być ślicznie, pięknie i cukierkowo. Mnie nie przeraża oczyszczanie atmosfery. Bo jak mnie ma przerażać coś co znam z domu. Przepychanki i zamachy słowne, rękoczyny (tego nie robię) i poniżanie. A on? Spodziewa się idealnego związku. Uśmiechniętej, milusiej i kochaniusiej kobiety, która pozbawiona wszystkich negatywnych emocji, umrze kiedyś przy jego boku, również z uśmiechem na twarzy.

Dwa skrajne wyobrażenia. Amerykańsko-diaboliczny.

“Co robimy?”.

“Nic nie możemy zrobić. Będziemy tak żyć, aż któreś z nas nie wytrzyma”.

Bosko, prawda?

Tak, to mnie przeraża. A najbardziej to, że właściwie nie ma szans na powodzenie. Nikomu już nie będzie chciało się czekać może do wielkiego nigdy, aż ja poradzę sobie ze sobą.

I się wcale nie dziwię. Jeśli ja niecierpię siebie, nie mogę oczekiwać od innych tego, żeby mnie ubóstwiali.

Amen.

 

9 Responses to “Amen”

  1. g_g Powiedział/a:

    To może tak na terapię i dać sobie pomóc? Bo poczucie własnej wartości się samo z siebie nie naprawi ;)

  2. ake Powiedział/a:

    Albo na wspólną terapię?
    A jesteś warta wszystkiego, pamiętaj!

  3. agu Powiedział/a:

    g_g – witam w moich progach, chyba pierwszy raz?
    Co do terapii… byłam, nie działa na mnie. A przynajmniej nie długofalowo. Zresztą na terapii nikt nie zrobi niczego za człowieka, a ja poznałam tajniki ew. zmian. Tyle, że praktyka należy do mnie. Chwilowo nie mam siły…

    akusia – nie wiem czy jestem warta wszystkiego. Póki co mam po burzy fazę wyciszenia. Jest mi jakby to ująć – wsio ryba…

  4. smutne_smuteczki Powiedział/a:

    Wiem, o czym mówisz… Jak może pokochać nas drugi człowiek gdy my sami siebie nienawidzimy.
    Terapia działa tylko wtedy gdy chce się żeby działała, gdy podejmuje się wysiłek i stara się samego siebie zmienić. Terapia sama w sobie cudów nie zdziała. No i trzeba na to wszystko dużo czasu. Ja chodzę już półtora roku. Wstaję z łóżka, nie próbuję wchodzić na czerwonym świetle na jezdnię, nawet potrafię się już przytulić do mężczyzny. Nie jest różowo, cudnie itp. Jest różnie, raz ok, raz kryzys gdy sięgam po ostre przedmioty, ale podobnie ogólnie do przodu ;)
    (Dziwnie mi tu tak pisać osobiste rzeczy :/ )

  5. agu Powiedział/a:

    właściwie to terapii nie ma sensu podejmować bez przekonania, że ona może w ogóle pomóc. Łażenie dla łażenia, a jeszcze za kasę, mija się kompletnie z celem. Mnie się teraz z perspektywy czasu wydaje, że mówiłam potem już to co psycho chciała usłyszeć. Zastanawiałam się czy mnie przejrzy, czy się zorientuje, że blefuję…
    nie udało jej się. Widocznie nie była aż tak dobra. Chociaż dużo się od niej nauczyłam. Nie przeczę.

    A u mnie można pisać co się chce. Nie ma problemu. Jeśli Twoja terapia pomaga, to chwała bogu. Ścisk :)

  6. mick Powiedział/a:

    A mnie przeraza wasze nawolywanie do terapii… Wiem ze mialem nie pisac ale wpis Agi mnie sprowokowal jednak.

    Aga – ja osobiscie strasznie boje sie “wyrzygiwania” – czasem jednak cholernie latwo przekroczyc granice za ktora twoje “oczyszczanie” jest dla kogos atakiem…

    Ja nie wiem, moze to ze zanim cos powiem pare razy przemysle i schowam czasem w sobie na jakis czas jest bez sensu bo nie “oczyszcza”. Ale tez jednak nie ryzykuje ze przecholuje (przeholujemy) i wystrzelimy prawdziwe naboje a nie slepaki? Ze juz nie bedzie czego zbierac?

    Ze zamiast oczyszczania zrobi sie dochodzeniowka?

    Ale moze lepiej nei oczyszczac, bo to jak z wywabianiem plamy – jak pojedziesz za ostro plamy nie bedzie, ale bedzie dziura?

    Wiec moze nie chodzi o bycie “usmiechnieta amerykanska bezrefleksyjna mieszkanka przedmiescia” tylko o mniej, nie wiem czego, sama nazwij.

    Dlaczego sama na wlasne zyczenie niszczysz siebie?

    Masz kogos dla kogo jestes wazna. Wiec o co Ci chodzi z tymi ramionami etc?

    Pamietaj Beatlesow. “And in the end, the love you take is equal to the love you make” – czy jakos tam tak lecialo.

    Nie zebym cos bral, po prostu lubie Beatlesow.

  7. Myszolec Powiedział/a:

    Aguś (tu masz krzyknąć auć, bo znów dostajesz klawiaturą w łeb) daj sobie spokój z tym wyglądem … nie jesteś idealna? A kto do cholerki jest? Czy to jest ważne? Dla kogo? Na pewno nie dla B. Kocha Cię i pożąda taką jaką jesteś – przypomnij sobie Prade … w przeciwnym razie dostałabyś papierową torbę na czerep i worek ziemniaków na ciało ;-)
    A tak poza tym to za chwilkę nie będziesz miała czasu na te wszystkie pierdoły … hmm choć z drugiej strony, znając Twoją zaradność, to i możesz go znaleźć … ehh. Oki, to inaczej – jeśli jeszcze raz usłyszę, że lamencisz nad swoim wyglądem – wrzucę tu linki do Twoich zdjęć ;-)
    Co do oczyszczania – należy to robić, ale najlepiej bez nadmiernych emocji. Wiem, że to trudne … sama jestem raptus, a Mój to ocean spokoju, ale ma rację – nie zawsze mów co wiesz, ale zawsze wiedz co mówisz.
    Mick … słońce … PRZEPRASZAM jeśli moje słowa Cię uraziły, nie czuje się winna, gdyż nie miałam nic złego na myśli … napisałam jakie czasami odnoszę wrażenie … bez podtekstów.
    P.S. Powyższy tekst super … szczególnie porównania.

  8. agu Powiedział/a:

    mick – dziękuję, za wszystko co napisałeś. Jestes bardzo kochany. Najchętniej mocno bym Cię uścisnęła. Szkoda, że nie mogę, chociaż teraz to brzuch mi przeszkadza ;) I proszę Cię pisz tyle ile chcesz, nie wygłupiaj się. Twoje zdanie jest dla mnie bardzo ważne, tak samo jak każdego, kto mnie tu czyta i bywa. CMOK !!! :)

    mysza -auć!!! Dobra daję sobie spokój. Postaram się skupić na innych sprawach. Przełamaliśmy zmowę milczenia wczoraj jeszcze raz. A linków nie wrzucaj, bo mi czytelnicy uciekną ;)

    OBIECUJĘ WSZEM I WOBEC, ŻE BĘDĘ SIĘ STARAĆ Z EMOCJAMI!

    KOCHAM WAS :)

  9. smutne_smuteczki Powiedział/a:

    “A mnie przeraza wasze nawolywanie do terapii…” A co jest przerażającego w tym, że ktoś chce w końcu zacząć normalnie żyć ??
    “Dlaczego sama na wlasne zyczenie niszczysz siebie?”
    Mick nie doświadczyłeś, nie masz takiego problemu, zatem nie zrozumiesz jak to jest, dlaczego się to robi. Dlatego właśnie idzie się na terapię…


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.