Dziś krótko. Telegraficznie, bo padam na ryj.
Jesteśmy od piątku w szpitalu. Takieśmy spędzili święta i spędzimy jeszcze kolejne 14 dni…
Mały ma obustronne zapalenie uszu, do tego kaszle jak gruźlik i nie wiadomo czy nie ma zapalenia płuc, katar zatyka mu nos, boli go brzuch i wszystko to przez cholerną chlamydię, o której dowiedzieliśmy się dziś.
Dostaje poprzez wenflon wgłowie lub rączkach antybola 2 razy dziennie przez godzinę leżąc w bezruchu.
Serce mi się kroi, kiedy widzę jak cierpi… Mam deprę, poczucie ogromnej winy, bo to podczas porodu złapał ode mnie.
Może jutro więcej napiszę… jeśli znajdę czas, a sen nie będzie ważniejszy.
Początki bywają trudne, ale nie ma się co obwiniać! Chorób się sobie i swoim bliskim nie wybiera! Często myślę o Was nadal jeżdżąc na zimówkach.
P.
Przykro mi bardzo… Mam nadzieję, że sytuacja już opanowana.
Kochana, jestem z Wami!!!
Przepraszam, że robię tu prywatę, ale, Hawajska, proszę Cię o zwrot książki. Nie mam do Ciebie e-maila, proszę napisz na adziablondzi@gazeta.pl, dzięki.
Bardzo trzymam kciuki. Wiem, jak Ci ciężko. Pamiętam dokładnie, jak to jest, choć my byliśmy tylko 5 dni a i bez kaszlu.
Bardzo, bardzo mocno trzymam kciuki i przytulam Cię.
ja też. Wierze, że będzie dobrze.