Nawet nie wiem co napisać, tak jest mi ciężko.
Pierwszy uśmiech mojego syna nastał w dniu, kiedy 2 razy przekłuwano mu żyłę, bo poprzednia szybko się zapchała. A zanim został przekłuty, 3 razy próbowano dostać się do którejś żyły na główce. Wybiegłam z zabiegowego wyjąc i skowycząc jak pies. Dały mi potem neospazminę. Serce mi pęka słysząc jak braknie mu tchu, kiedy płacze. Mam ochotę wtedy zabrać go stamtąd i uciekać, ale dokąd? Kto nam wtedy pomoże?
O północy i w południe, kiedy trzymając synka na rękach, próbuję nie zasnąć, pilnuję jego żyłek i tego, żeby się tymi wenflonami nie skrzywdził. Co dzień zastanawiam się ile jeszcze jest miejsc na jego ciele, gdzie można wbić igłę. Patrzę na te popękane naczynka na powiekach, kiedy śpi i gdybym tylko mogła zabrałabym każde cierpienie od niego. A on raz sobie guga, potem się uśmiechnie, a kiedy brzuszek po antybiotyku powoduje, że przez trzy godziny po prostu wrzeszczy, pocieszam się, że on nie będzie tego pamiętał i przykro mi zarazem, że data pierwszego uśmiechu na zawsze będzie towarzyszyć traumie szpitalnej.
Rozmawiałam dziś z córeczką. “mamusiu tęsknię, kiedy wracam do domu?”.
“Jeszcze troszkę” – wydukałam przez łzy.
To zdecydowanie jeden, jak nie najgorszy czas w moim życiu.
Jeszcze 10 dni, 20 dawek antybiotyku i nie wiadomo ile kłuć.
Poproszę o siłę. Dużo siły.
Aguś tak bardzo Ci współczuję … jeszcze troszkę i będzie po wszystkim, wrócicie do domku i szybko o tych szpitalnych przeżyciach zapomnicie. Pociesz się tym, że to tylko zakażenie, że to chwilowe, że minie … myślisz czasem o matkach takich szkrabików jak nasze, które nigdy nie mają szansy na wyleczenie, a każdy dzień to walka o kolejny … yhhh ciarki przebiegły mi po ciele … wiem, to żadne pocieszenie, że ktoś ma gorzej … nie o to chodzi … chodzi o to, że u Was to minie. Buziaki.
trzymaj się Aguś
trzymajcie się
tak mi przykro, uściski dla Was
Hmm … napisałam się, napisałam i gdzie to jest … no nic – zadzwonię.
Minie to Aguś … wszystko minie. Jeszcze troszeczkę.
Ściskam mocno, trzymajcie się.
dziękujemy. Trzymamy się. Chociaż łatwo nie jest. Dziś znowu musieliśmy się przekłuwać. Tym razem w główce…
Wlosy mi sie na glowie zjezyly!!! Nie wyobrazam sobie co czujesz! Duzo, duzo sily.. Krzys jest w dobrych rekachi pewnie duzo lepiej wszystko znosi niz Ty. Trzymajcie sie oboje. Mysle cieplo.
Kochana, siły życzę. Pocieszy Cię to, że on naprawdę nie będzie pamiętał? A może to, że kiedyś dzieci nie miały tak dobrze, żeby tę traumę przeżywać z mamą?
Wytrzymaj:)
Kochana, trzymajcie się, naprawdę wiem jak Ci ciężko. Jestem z Wami w tych trudnych chwilach. Buziaki.
Mocno trzymam za Was kciuki!
Małe biedactwo. Ale wyjdzie z tego silny i zdrowy. Zobaczysz.
Trzymajcie się.
Krzysie to silne chłopaki, da radę, a Ty też musisz, bo innego wyjścia nie ma…
) Trzymajcie się!
Co Ci napisać ? Pamiętaj cały czas, że to minie, że będzie lepiej! Po prostu musi być! Nadejdą piękne, ciepłe dni kiedy będziecie spacerować, uśmiechać się bawić i tulić bez łez! Nie piszesz nic o B. Mam nadzieję, że wspiera Cię jak tylko umie, choć jemu pewnie też jest strasznie ciężko i też wsparcia potrzebuje (jak każdy facet, choćby tego nigdy nie okazywał).
Aguniu, czy lepiej? Trzymacie się?
Dużo siły Wam życzę. I tak jak pisze Partyzant – myśl o tym, co już niedługo będzie. O pięknym lecie, spacerach, poznawaniu się z Krzysiem, jego kojenych uśmiechach. I pamiętaj – On na szczęście NIC nie będzie pamiętał z tego, co się działo w szpitalu. Matka natura tak to sprytnie urządziła, że z pamięci uleciało nam wszystkim całe wczesne dzieciństwo. Ty też nie pamietasz mokrych terowych pieluch prawda?
Pozdrawiam ciepło! (PS. wiesz, już od prawie dwóch miesięcy mieszkam w nowym domu – jest cudownie
)
Trzymam kciuki. Z całej siły.