just trying

permanentna psychomachia

może jutro… Kwiecień 22, 2009

Filed under: to co w głowie — agu @ 12:34 pm

Dziękujemy wszystkim za ciepłe słowa. Ciężko mi pisać. Po tych prawie dwóch tygodniach właściwie czuję się i wyglądam jak zombie. Krzyś niestety też. Oczki przekrwione, widać wszystkie żyłki na powiekach od płaczu. Nie ma już ani jednej żyłki drożnej, która nadawałaby się do podania antybiotyku. Nawet położne z wcześniakówm które mają do czynienia z dużo mniejszymi dzieciaczkami – nie dały rady nic znaleźć.
Ordynator parę dni temu wspomniała, że kiedy nie będzie już miejsca na ciele, mały ma mieć podany doustny antybiotyk, ponieważ wkrótce kończy miesiąc i jest jeden taki lek, który już można spróbować.
Zrobiłam wczoraj zadymę.
Wiedziałam, że prawdopodobieństwo, że żyłka na główce nie wytrzyma już 4 wlewu i że zostanę zawołana, kiedy tak będzie. Zasnęłam bezwiednie, bo noce mamy ciężkie. Antybol rozwala żyły i powoduje okropne bóle brzuszka, zaparcia i gaziory. Więc o 12 przyszła siostra i zabrała dziecko. Widziałam jednym okiem i usłyszałam – “będziemy Panią wołać”. Zasnęłam mocno. Wybudził mnie krzyk Krzysia. Wybiegłam z sali jak oparzona. Wpadłam do zabiegowego gdzie mały znowu był kłuty. Natychmiast kazałam przestać, a siostra mnie wyprosiła. Lekarz na wizycie podobno nie wiedział o zaleceniu ordynatora. Pobiegłam do niej i pewnie pobiłam rekord na setkę. Wpadlam do jej gabinetu i już nawet nie wiem co mówiłam. Byłam wściekła. Powiedziałam, że warto, żeby się pofatygowała na wizyty, ponieważ codziennie jest inny lekarz i ja nawet nie wiem, który nas prowadzi. Do tego nie słuchają jej zaleceń i moje dziecko znowu jest już kłute po raz enty, a on już naprawde nie ma ani jednej żyłki drożnej. Zadzwoniła od razu do lekarza i nakazała zaniechanie kłucia. On coś jeszcze dyskutował a ja po prostu pobiegłam do zabiegowego i praktycznie wyrwałam Krzysia położnej. Przytuliłam i zupełnie się rozwaliłam. Zaczęłam tak wyć, że ciężko było się uspokoić. Tak bardzo chciałam stamtąd uciekać widząc zakrwawionego Krzysia, jego główkę, rączki i nóżki. Zaraz też przyjechał B. Potem poszliśmy jeszcze raz do ordynatora żądając jasnej linii frontu w leczeniu dziecka, które neistety cierpi z powodu braku komunikacji między lekarzami. W końcu dostaliśmy receptę i poszliśmy po antybiotyk. O 15 dostał doustnie pierwszą dawkę. Przeżyliśmy jakoś noc. Bóle brzucha są spore i mały bardzo źle śpi, ale nie zwymiotował ani też nie dostał biegunki, więc toleruje lek.
Zostajemy jeszcze do jutra, jeśli będzie ok, pójdziemy już do domu. Tęsknię tak bardzo za Gabi, nie mogę przestać o niej myśleć. Może zobaczymy się już wkrótce. Marzę o własnym łóżku, prysznicu i ciszy, chociaż po prawie dwóch tygodniach łapie już znieczulica. Kiedy dziecko koleżanki rozrywają kolki, nie słyszę już płaczu. Potrafię spać w największej zadymie. Rozróżniam płacze wszystkich dzieci na oddziale.
Dużo się tu nauczyłam. Umiem dziecko w kokon zawinąć i wiem, że to mu pomaga, tak jak szumienie do uszu i klepanie po pleckach czy pupce, kiedy leży na brzuszku. Doskonale znam rodzaje płaczu mojego synka. Wiem, kiedy chce jeść i kiedy go coś boli, kiedy jest zmęczony i kiedy potrzebuje przytulenia. Poznaliśmy się świetnie. Szkoda, że w tych warunkach.
Wiem, że Krzyś nie będzie pamiętał. Ale uwierzcie mi, kiedy go dotykam, jest zastraszony, bo dotyk kojarzy już z bólem. Budzi się z krzykiem i płaczem ni stąd ni zowąd. Kiedy odkładam go do łóżeczka kwili. Bardzo potrzebuje bliskości. Nie wierzę, że dla niego to przejdzie bez echa. Przekonalibyście się, gdybyście to zobaczyli. I owszem, nie pamiętam tetrowych pieluch i ich niewygód, ale to zdecydowanie gorsze, co on przeżywa.
B. jest wspaniałym ojcem i partnerem. Ta sytuacja jeszcze bardziej w tym utwierdziła. Bardzo go kocham, a on nas. Widzę to każdego dnia.
Wyglądam własnie przez okno. Przez ten czas zażółciły się mlecze. Trawa nabrała barw i pewnie oślepnę od słońca, kiedy wyjdę.
Ale to nic. To wszystko nic….

 

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.