Wróciliśmy. Tam, dokąd nie chcieliśmy już przenigdy wracać. Zapalenie uszu. Znowu antybol do żył.
Czy jeszcze powinnam coś dodać?
Chyba tylko tyle, że czuję jak życie ze mnie uleciało. Żywy trup. I tyle.
A Krzyś uśmiecha się już świadomie. Między godzinami łez.
Kurtka na wacie … Aguś wróciliście bo może nie powinniście wychodzić, może zbyt wcześnie … Krzyś nie do końca wyleczony, a od zarazków wokół nie odizolowany … trzymam za Was kciuki, za jak najmniej bólu, za jak najmniej kapitulujących żył … bądź silna, dasz radę … oboje dacie.
P.S. A to zakażenie wirusowe czy bakteryjne?
Będzie dobrze. Mysle o Was.
Och, nie wiem co Ci napisać … Aga ! Żywe trupy nie czują, a Ty czujesz i cholera, każdy koszmar się kończy, nadejdą lepsze dni, miesiące i lata. Przecież te teraz też nie są takie strasznie złe. Patrz! Twój syn umie się śmiać nawet, gdy jest chwilowo chory!
Wracałam wczorajszej nocy z pracy, mr.cab driver zapodał “…a po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój….” Męczy mnie ten tekst nawet dzIś rano po przebudzeniu, chyba tylko tyle potrafię w tej sytuacji napisać. Ściskam Was mocno. Trzymajcie się.
O Boże. Trzymam kciuki za Was.
Weź pisz bo atmosfera nerwowa.
Pozdrawiam super czule.
M