więc i ja jestem w czarnej dupie. Jak to mówi jedna Pani.
Dziś o 5 nad ranem, kiedy siedziałam nad wyjącym, niewiadomoczegochcącym synem, a mój katar spadał ciurkiem na jego śpiochy, mój facet leżał z ręcznikiem na głowie, bo ma jedną z tych migren, która nie pozwala mu nawet otworzyć oczu, a garść ibupromów nie ratuje sytuacji, moja córka chciała natomiast oglądać minimini, nie rozumiejąc, że jeszcze rybka śpi, moje ciało zdecydowało właśnie o zalaniu mnie moją kobiecością…. wyrzekłam łkając (mówiąc łagodnie) te słowa: po chuj mi to było, mogłam siedzieć w moim domku z ogródkiem i mieć święty spokój, kurwa, nie daję już rady.
Agu, nie mów tak. Wiem, że jest ciężko, ale proszę nie grzesz, doceniaj to co masz, możesz być matka, mieć rodzinę, to naprawdę coś wspaniałego, choć bywa trudne. Prosze Cię przeczytaj notkę którą napisałaś po porodzie…
bywa zajebiście trudne. Właśnie tak jest teraz i nie sądzę, żebym grzeszyła. Każdy ma prawo się potknąć, upaść i leżeć. Więc leżę. Mam dość chodzenia z wyprostowaną klatką piersiową, jeśli mi ciężko.
No fakt. Ale takie myślenie pojawia się tylko chwilami:)